10 dni z życia Mnicha

10 dni z życia Mnicha

Przeczytajcie opowieść dziesięciodniowego Mnicha –

Piotra, który na co dzień jest nauczycielem w liceum. Jego przygoda z medytacją, doprowadziła go do kursu Vipassana, który jest bezpłatnie organizowany w Polsce, dla każdego, kto poczuje, że to już najwyższy czas na świadome życie. Wejdźcie w jego przygodę – 10 dni bez mówienia, bez patrzenia na innych, bez telefonu, pracy, książek, czyli bez dystrakcji, za to całkowicie z samym sobą. (Więcej o ośrodku na www.dhamma.org/pl)

“Moja Vipassana

Na kurs do Dziadowic pojechałem transportem z Warszawy, samochodem.

Zostawiłem ogłoszenie na stronie ośrodka i zgłosił się Arek.

Jechało nas czworo: Arek kierowca – 4 raz na kursie i teraz jechał jako usługujący, Asia, która też była kolejny raz na kursie i też jechała jako usługująca, Adam, tak jak ja jechał pierwszy raz, mając 15 lat praktyki różnych medytacji, jak opowiadał.

Tuż po wyjęciu swoich rzeczy z samochodu i skierowaniu się do budynku administracji, następuje całkowite rozdzielenie kobiet i mężczyzn, wchodzimy oddzielnymi drzwiami.

Na spotkaniu organizacyjnym siedzieliśmy już oddzielnie, kobiety w jednej części stołówki, my w drugiej części.

Popatrzyłem sobie po ludziach i przebiegła mi myśl: ile tu jest pięknych ludzi, pięknych duchowo, rozwiniętych – takie były moje pierwsze wrażenia.

Później została godzina do pierwszego spotkania na sali medytacyjnej i koniec jakichkolwiek rozmów.

Medytacje

Pierwsze medytacje były dla mnie dziwne – nauka obserwacji oddechu. Nie do końca rozumiałem ich sens, ale wierzyłem, że tak trzeba robić i starałem się robić jak najlepiej umiałem.

Nogi mi drętwiały, nie mogłem znaleźć sobie miejsca, poszukiwałem odpowiedniej pozycji, aby była jak najmniej uciążliwa.

Podświadomie patrzyłem jak radzą sobie inni, aż w końcu zrozumiałem, że przyjechałem tu dla siebie. To jest czas, który przeznaczyłem dla siebie i mam go wykorzystać najlepiej jak mogę.

Mieliśmy możliwość medytowania w sali lub u siebie w celach. Próbowałem medytować w swojej celi. Myślałem, że znajdę wygodniejszą pozycję. Nie udało się, 2 dni próbowałem.

Doszedłem do wniosku, że tylko tracę czas, właściwie marnuję czas i że chyba uciekam od medytacji. Od tamtej pory medytowałem wyłącznie na sali – tam była ta atmosfera medytacji.

Przez pierwszych kilka dni męczyły mnie myśli o pracy . Kryzys tego nastąpił 5 dnia.

Zamiast wstać o 4 rano, wstałem o 6, byłem trochę zmęczony tym porannym wstawaniem. To był jedyny raz kiedy nie poszedłem na medytacje.

Wstałem wyspany i wszystkie medytacje tego dnia nie sprawiały mi większego problemu. Lecz w ciągu dnia męczyły mnie myśli o pracy. Wiele razy starałem się je uwalniać, aż w końcu ich siła doprowadziła mnie niemal do płaczu.

Na przerwie po obiedzie będąc w pokoju, poprosiłem swoją duszę, żeby zrobiła z tym porządek: „Duszo proszę zrób z tym porządek, tak jak zrobiłaś to w czasie medytacji Ani w jaskini z fioletowym kryształem, kiedy ukradkiem niby niezauważony wszedł do mojej wizji mój Ojciec, a ja go przyjąłem w spokoju.

Proszę rozwiąż to, bo ja nie daję rady, nie potrafię, jestem już umęczony, mimo, że wysyłam mnóstwo światła i miłości myśląc o pracy i swoim dyrektorze”. Troszkę się uspokoiłem. Ponieważ był czas do medytacji, wyszedłem pospacerować, po dróżkach.

I nagle znowu myśli o pracy, znowu ból. Bez ostrzeżenia, bez zastanowienia coś mną szarpnęło i poczułem że mocno mnie szarpnęło do tyłu, aż się zgiąłem. Wtedy poczułem jak ze mnie gwałtownie wyrywa się do góry bąbel. Bąbel o średnicy 50-70 cm i unosi się do góry, zabiera ból, zostawia uwolnienie. Poczułem jak schodzi ze mnie ból, złość, nerwy, gniew dotyczący mojej pracy. Oczywiście wiem, że nie wszystko zostało uwolnione, musze pracować jeszcze. Ale radość moja była ogromna, wyszedł ze mnie ogromny ciężar.

Myśli wracają czasem, ale znacznie łatwiej jest je opanować. Nie potrafię opisać ulgi jaką odczułem.

Na pozostałe medytacje chodziłem już normalnie. Spokojniejszy. Któregoś dnia pomyślałem, że nawet dla tego jednego zdarzenia było warto przyjechać na ten kurs i się uwolnić.

Chodząc na medytacje, patrząc na ludzi w czasie wykładu, na posiłkach czy na spacerze, zastanawiałem się co ja tu robię? Co ja, paproch robię wśród tych olbrzymów, gigantów wiary i medytacji. I znów pomyślałem sobie przyjechałem tu dla siebie.

Nie odczuwałem żadnego dnia powodu do ucieczki, nie chciałem uciekać. Byłem zafascynowany jak, 140 osób zupełnie się nie znających, może tak cudownie funkcjonować, pracować, medytować. Dla mnie to było niesamowite.

9 dnia w czasie medytacji zacząłem płakać. 2 razy płakałem. Zobaczyłem swój obraz obrzydliwie egocentrycznego człowieka, zapatrzonego w siebie i swoje potrzeby. Uczucia były bardzo nieprzyjemne.

Parę razy wracałem myślami do rozmowy z Tobą Aniu jak wracaliśmy z Celestynowa od Doroty i Wojtka. Powiedziałaś, że wrócę szczęśliwy z tych medytacji.

Nie mogłem tego rozgryźć. W końcu uświadomiłem sobie, że masz rację. Bez względu na to gdzie jestem i jak się czuję, do domu zawsze wracałem szczęśliwy, że już będę u siebie. I nagle 10 dnia, ostatniego dnia pełnych medytacji, w czasie medytacji poczułem szczęście, szczęście że tu jestem.

Byłem szczęśliwy i wdzięczny za to, że mogłem być na kursie medytacji. Zrozumiałem, że to miałaś na myśli mówiąc, że będę wracał szczęśliwy do domu. Wracałem szczęśliwy. W dniu wyjazdu ludzie mówili do mnie, że widać na mojej twarzy, że nie chcę wyjeżdżać, że chcę jeszcze zostać.

Jestem bardzo wdzięczny, że byłem na tym kursie medytacji Vipassana.

Różności

S. N. Goenka – na filmie, na wykładzie opowiadał, że uczeń pytał jak poznać, że się dobrze medytuje, czy widać efekty. Goenka odpowiedział, że efekty widać bardzo szybko.

Faktycznie, mogę rozmawiać spokojnie z dyrektorem – dokładnie tak jak napisane jest “nie martwcie się co macie mówić, Duch za was będzie mówił.” Normalnie to by była prawie awantura, a była normalna rozmowa. Wiele się zmienia po medytacjach.

Staram się medytować 1 godzinę rano i 1 godzinę wieczorem. Wiem, że teraz jest mi łatwo, bo mam urlop. Ale widzę, że po urlopie, to tak naprawdę kwestia zorganizowania sobie dnia, aby znaleźć czas na taką medytacje. Będę robić wszystko, żeby dalej medytować, bo na własnej skórze widzę, że to jest dobre, że to mi pomaga.

Co dalej?

Dalej widzę, że wszystko co się teraz u mnie dzieje, wszystko pokazuje mi, że muszę zmienić kierunek w swoim życiu, iść w zupełnie inna stronę. Zostawić stare życie, przestać szukać bezsensu, przestać szukać tego co bezwartościowe, co nic nie wnosi w moje Życie. Jeszcze mnie ciągnie do starego, ale mam wrażenie, że to ostatnie podrygi. Zdaję sobie sprawę, że zaczynam mocno dojrzewać do zmiany kierunku.

Obyście zawsze byli szczęśliwi i wolni, pełni miłości i wdzięczności do wszystkich istot. Oby wszystkie istoty były zawsze szczęśliwe i wolne.”

Piotr

P.s. Poniżej jego spacer po ośrodku Vipassana w Polsce.

P.s. 2

Jestem bardzo wdzięczna za to piękne otwarcie się Piotra, który na dodatek świętuje dzisiaj urodziny! Mam nadzieję, że zainspirował Was, tak jak i mnie, do dalszego działania i rozwijania swojej świadomości. Jeśli tak, zostawcie mu jakiś równie piękny komentarz pod tym tekstem. Na pewno jest tego warty!

Dzięki Piotrze ❤ Twoje dzielenie się jest prawdziwym darem!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Powrót do góry