Kiedy się przebudzisz, świat staje się dużo bardziej przejrzysty.
Co więcej — okazuje się, że od zawsze taki był.
To my, w ferworze walki o każdy kolejny dzień i o „pełniejszego siebie”, nie byliśmy w stanie tego dostrzec.
Kiedy się zatrzymujesz, kiedy oddajesz miecz i przyjmujesz wszystko takie, jakie jest — wtedy stajesz się uważnym obserwatorem.
I okazuje się, że świat cały czas do nas mówił i mówi.
Sekretnym językiem symboliki (choć już nie takim sekretnym).
To jak rozmowa w alfabecie Morse’a — tylko sam musisz rozpoznać swój język, którym świat chce się z tobą porozumieć.
Ciało mówi pierwsze
Tak i ja — krok po kroku — zaczęłam to dostrzegać w swoim życiu.
Najpierw subtelnie.
Kiedy bolała mnie prawa część ciała (ręka, noga, ramię), zawsze była to informacja — coś, co moje ciało chciało mi przekazać.
Jakaś forma nierównowagi, często połączona z mężczyzną, z którym aktualnie byłam.
Zobaczyłam, że prawa strona komunikuje się ze mną w sprawie męskiej energii.
Lewa strona była odpowiedzialna za kobiecą energię.
Kiedy zakazywałam jej się wyrażać — żeby kogoś nie obrazić, żeby wytrwać „bo tak trzeba” i inne podobne głupoty podsuwane przez umysł — zawsze pojawiał się ból.
Historia z samolotem
Pamiętam sytuację sprzed kilku lat.
Poszłam pomóc w pracy mojemu dawnemu partnerowi.
Zatrzymany był dla nas cały samolot, żebyśmy mogli zrobić zdjęcia do wizualizacji 3D.
Każda minuta kosztowała ogromne pieniądze.
Presja czasu i perfekcji była ogromna.
Dałam się wciągnąć w tryb „musisz” — oczywiście w imię miłości.
Oni robili to dla swoich stanowisk pracy.
Ja — bo chciałam pomóc najlepiej, jak umiałam partnerowi.
Po kilku godzinach byłam wyczerpana.
Usiadłam na chwilę na herbatę ze stewardesami.
I wtedy pojawił się on — z niezadowoleniem.
Bo przecież czas goni.
Jak mogłam?
A we mnie pojawił się bunt.
To już było za dużo!
A jednak… zgodnie z zasadą „co zaczęłaś, to skończ” (która jest totalną iluzją), dokończyliśmy zdjęcia.
Wróciłam do domu — całkowicie wyczerpana.
Bez życia padłam do łóżka.
Dzień później, z ogromnymi zakwasami od biegania wokół samolotu i słaba w ciele, spadłam ze schodów… na lewą rękę.
Ups.
Rozcięłam ją na kilka centymetrów.
I do dziś mam tę „pamiątkę”.
Lekcja
To była lekcja.
Lekcja niewysłuchania swojej kobiecej energii.
Jej błagania o odpoczynek.
O jedzenie.
O zaopiekowanie się sobą.
O uhonorowanie tego delikatnego, pięknego ciała, którym teraz jestem.
Decyzja
Tego dnia przyrzekłam sobie:
Koniec z tym.
Koniec z nieszanowaniem mojego ciała i mojej energii — w imię miłości, pieniędzy czy czegokolwiek.
Ta blizna stała się darem.
Strażnikiem.
Przypomina mi każdego dnia:
już w to nie gram.
Ciało to dopiero początek
Prawa strona ciała nauczyła się ze mną komunikować — tak samo jak lewa.
Kiedy się odzywają, już wiem, jaka jest informacja.
To samo dzieje się z każdą częścią nas, każdą chorobą — to wszystko znaki od ciała.
(O tym świetnie mówi Totalna Biologia — warto sprawdzić swoje stany z tej perspektywy).
Ale tego jest więcej.
Wszystko jest informacją
Okazuje się, że rozkodowując matrix i grę naszego świata, można dostrzec informacje również na zewnątrz.
To wszystko jest lustrem poznania.
Dla świadomego obserwatora — wszystko jest informacją.
Droga Mistrza
Mistrz nie ocenia — mistrz wybiera.
Z tego miejsca nie stajesz się obojętna.
Wręcz przeciwnie.
Szanujesz wybory innych — bo szanujesz swoje.
Nie oceniasz, czy coś jest „dobre” czy „złe” dla drugiego człowieka.
Skoro to wybiera — na ten moment jest to dla niego właściwe.
Może jutro już nie będzie.
Dlatego nie bój się zmieniać zdania.
Nawet w środku drogi.
Kiedy coś przestaje służyć — możesz odejść.
Bez oglądania się wstecz.
Po prostu.
Au revoir.
Znaki od świata
Świat nieustannie wysyła znaki.
Na początku — liczby synchroniczne.
Później — słowa ludzi, których spotykasz.

Historia z działką
Ostatnio pojechałam oglądać działkę pod budowę mojego pierwszego domu.
Kiedy wysiadłam z samochodu, sąsiad — dekarz — powiedział:
„To już nieaktualne!”
Nie wiedział nawet, jaką działkę oglądam.
A jednak — to było pierwsze, co usłyszałam.
Wewnątrz już wiedziałam, że dalsze oględziny nie mają sensu…
ale mój charakter nie pozwala mi nie sprawdzić potencjału — nawet jeśli świat krzyczy „NIE”.
Spotkanie
Na oględziny pojechałam z obcym mężczyzną.
Poznaliśmy się chwilę wcześniej.
40 minut znajomości później staliśmy razem na środku działki.
Dzicz.
Brak drogi.
Brak prądu.
Za to drzewa i przestrzeń.
Opowiadał o sobie — że budował domy dla swoich partnerek, że pochodzi z rodziny architektów.
Pomyślałam:
robi się ciekawie.
Las i znak
Przeszliśmy przez krzaki do pięknej polany.
Spojrzałam na swój biały sweter…
Był cały w kleszczach.
Tym razem — około 20.
Zaczęłam je strącać, zdejmować kolejne warstwy ubrań.
On stał i trzymał moje rzeczy.
A ja w środku się śmiałam:
dopiero co go poznałam — a już się rozbieram.
Nigdy wcześniej mnie tak nie oblazły.
To był znak.
On — ani jednego kleszcza.
Ta sama droga.
A zupełnie inne doświadczenie.
Powrót i prawda
W drodze powrotnej wszystko zaczęło się wyjaśniać.
Jego historia.
Brak stabilności.
Życie oparte na innych.
I nagle — wszystko było jasne.
Wybór
Kiedy wróciliśmy, wszystko we mnie było już klarowne.
Podziękowałam.
I poszłam dalej.
Wybrałam:
prostotę i suwerenność.
Dziś
Kiedyś — pomogłabym.
Wiele razy brałam pod swój dach mężczyzn, którzy potrzebowali pomocy.
Nigdy to nie było dla mnie dobre.
Mój dach jest za mały na takie historie.
Każdy gra swoją grę.
Ale ja już nie czuję się dobrze z „kleszczami” w swojej energii.
Więc czytam znaki.
Dziękuję.
I wybieram.
Prostota.
Suwerenność.
Dziękuję.
Na koniec
A Ty, drogi Czytający —
bądź uważny.
Świat zawsze do Ciebie mówi.
Może po prostu wcześniej tego nie widziałeś.
A może…
to właśnie ten moment, żeby zacząć.
Uparta.
Zbierająca zabawne historie.
Czytająca mapy życia.
Anna Budzowska
