Moje ANIelskie prowadzenie, aż do ostatecznego uwolnienia.

Moje ANIelskie prowadzenie, aż do ostatecznego uwolnienia.

Czyli o moich historiach z Aniołami w tle, Tobiaszu, Azariaszu i rodzinie Rafała.

“Zawsze czułam obecność czegoś więcej niż jest nam ukazane.”

Mieszkając na strychu, w naszym rodzinnym domu, miałam okazję na małą izolację od wszystkich domowników. To dało mi piękną przestrzeń do rozmów z Aniołami.

Wiele razy niesiona katolicką wiarą rozmawiałam wtedy z Bogiem i Aniołami. Modliłam się w swoim unikalnym stylu.

Zadawałam pytania, dzieliłam się na głos moimi przemyśleniami i zawsze w środku wiedziałam, że trafiają do tych, którzy słuchają. Kimkolwiek byli.

Nie było to częste, raczej sporadyczne przypomnienie sobie o pewnej obecności i wtedy mówienie do niej.

Pamiętam nawet, że na jednym z takich połączeń, powiedziałam Bogu, że mogę być kolejnym Jezusem, jeśli będzie trzeba. Mogę też urodzić Jezusa, jeśli nikt inny się nie zgłosi. I mówiłam to całkiem na poważnie.

Pewnego dnia kiedy miałam jakieś 13 lat ni z tego ni z owego, przyśniła mi się nieżyjąca od wielu lat Babcia, mama mojego Taty. To był jeden z takich snów, w których wiele rzeczy jest rozmytych, ale twoja obecność jest niesamowicie mocna, skupiona.

Babcia siedziała na łóżku w pokoju i przywołała mnie ręką. Usiadłam obok niej nieśmiało a ona spojrzała mi uważnie w oczy i powiedziała:

— Aniu, mam dla ciebie ważną wiadomość. Pamiętasz obrazek z Aniołem, który wisiał kiedyś nad Twoim pokojem?

W tym momencie zobaczyłam obrazek Anioła, który przeprowadza dzieci przez drewnianą kładkę, a pod nimi tryska krystaliczna woda z górskiego potoku.

– Odszukaj ten obrazek i zawsze miej go ze sobą. To bardzo ważne. – Powiedziała Babcia i wybudziła mnie obecność.

Otworzyłam szeroko oczy, głos Babci nadal unosił się echem w mojej głowie.

Nigdy wcześniej nie przyśniła mi się zmarła Babcia, choć czasem do niej mówiłam patrząc na najbardziej świetlistą gwiazdę na nocnym niebie.

Nie czekając na nic, wyszłam z łóżka i pobiegłam na dół, do mojej Mamy. Obrazek, który pokazał mi się we śnie pamiętałam jak przez mgłę. Jakimś małym skrawkiem pamięci, widziałam go nad moim pokojem, jeszcze dwie przeprowadzki temu.

Cóż, moja rodzina miała dar do zmieniania miejsc zamieszkania. Od tego czasu, czyli od jakiś 5 lat obrazka nie widziałam i nie wiedziałam gdzie może się znajdować.

Mama powiedziała mi tylko, że ten obrazek należał do mojego Taty i dostał go na pierwszą komunię świętą.

W naszym pierwszym mieszkaniu wisiał nad naszym pokojem, ale Mama nie wiedziała gdzie może być teraz. Pewnie gdzieś na strychu w magazynku, gdzie piętrzyło się od rzeczy, których nikt już nie używał. Mógł też być wyrzucony przy przeprowadzkach – dodała.

Pobiegłam na strych, na poważnie biorąc zalecenia zmarłej Babci, mimo, że Mama nie dała mi wielkiej nadziei. Prowadzona wewnętrznym wiedzeniem, że na pewno to musi tu gdzieś być, weszłam do składziku z nieużywanymi rzeczami, który był naprzeciwko mojego pokoju.

Kiedy tylko weszłam do środka, coś mnie prowadziło.

Zobaczyłam stertę piętrzących się pudeł ze starymi rzeczami i podeszłam do jednego z nich. Zanurkowałam ręką w pudle, szukając czegoś co by przypominało drewniany obrazek z Aniołem. Ku mojemu zaskoczeniu, coś podobnego (w składziku mnie było zbyt dużo światła) właśnie wylądowało w mojej dłoni. Wyciągnęłam to do światła i okazało się, że znalazłam obrazek, który mi się przyśnił.

Anioł w biało niebieskiej sukni uszytej z wody wodospadu, trzymający na rękach jasno różowy przeźroczysty szal, przeprowadzał dwójkę beztroskich dzieci przez drewnianą kładkę, która była stara i dziurawa w kilku miejscach. Na dole obrazka widniał napis ANIOŁ STRÓŻ.

Drewniany obrazek był pięknie zdobiony wypalonymi góralskimi wzorami, a kiedy obróciłam go na drugą stronę, bardzo się zaskoczyłam.

Stare napisy głosiły:

Anna Budzowska, przyjęła sakrament Chrztu Św., 1986.10.10.

Oniemiałam. Nie tylko błyskawicznie znalazłam obrazek, o którym już dawno zamazał się w mojej pamięci, ale też okazało się, że obrazek należał do mnie. Mój Anioł Stróż chciał być zawsze przy mnie. To było ważne.

Od tego czasu, trzymałam go gdzieś zawsze niedaleko łóżka. Przeszedł ze mną przez wszystkie moje przeprowadzki, a było ich sporo. I mam go do dziś. Pozostając wierna mojemu prowadzeniu.

HISTORIA AZARIASZA

Jeszcze bardziej zdumiewająca historia z Aniołami przydarzyła mi się wiele lat później.

Pewnego dnia spacerując z psami ze schroniska jako wolontariusz, usłyszałam od przyjaciela Huberta, że jego Anioł mu się przedstawił w medytacji.

Spojrzałam na niego zaskoczona i od razu też chciałam poznać imię mojego Anioła. Wszak pomagał mi tak wiele razy (Pomógł mi zdać prawo jazdy za pierwszym razem, choć byłam w tym beznadziejna, po mojej prośbie kasował wszystkie zdjęcia z fotoradarów, których miałam już kilka i nigdy nie przyszedł mi za nie żaden mandat i naprawdę wieeeele razy w najróżniejszych trudnych sytuacjach czułam, że jestem chroniona )

Kiedy tylko znalazłam się sama w domu, wypełniona pasją takiej możliwości, usiadłam do medytacji z moim żółtym zeszytem w którym zapisywałam najważniejsze rzeczy z mojego życia i weszłam głęboko w moją ciszę.

Kiedy już moje myśli się wyciszyły, przywołałam obecnością swojego Anioła Stróża i poprosiłam go, żeby się mi przedstawił.

Bardzo mnie to zdziwiło, bo praktycznie natychmiast zobaczyłam przed sobą świetliste litery, które ukazywały mi się jedna po drugiej.

W końcu po zapisaniu, odczytałam tajemnicze imię

A Z A R I A S Z

Nigdy nie słyszałam takiego imienia, ale teraz dźwięczało mi w uszach.

Od razu wstałam i wyciągnęłam z biblioteczki książkę o Aniołach, która była moją pierwszą książką zakupioną w ezoterycznym sklepie i która już zdążyła zaliczyć swoją ciekawą historię. ( Na pewno o niej opowiem, bo wiązała się z niesamowitymi nadprzyrodzonymi doświadczeniami w kręgu najbliższych mi osób).

W książce opisane były Anioły i ich imiona w porządku alfabetycznym, ale nie znalazłam imienia AZARIASZ.

Trochę mnie to wkurzyło, poczułam się dziwnie oszukana i machnęłam na to wszystko ręką.

Zeszyt dziwnym trafem zwiozłam do Oświęcimia przy okazji mojej wizyty w rodzinnym mieście i straciłam go z oczu na całe trzy miesiące.

W międzyczasie poczułam prawdziwą pasję do tego, żeby na nowo poczytać Biblię.

Było to bardzo dziwne, bo nie czytałam Biblii od moich młodzieńczych lat, kiedy szczególnie żywo trafiały do mnie słowa starego testamentu i Apokalipsy.

Wiedziona dziwnym przeczuciem, poprosiłam mojego byłego męża o pożyczenie mi Biblii, którą dostaliśmy oboje przy okazji naszego ślubu.

Poprosiłam wtedy gości weselnych o ich ulubione książki, zamiast kwiatów i jeden z gości przyniósł nam Biblię prawosławną. Nigdy wcześniej jej nie otwierałam, ale teraz nagle poczułam, że mam ochotę ją poczytać.

Kiedy wypakowywałam swoje rzeczy po kolejnej wizycie w Oświęcimiu, w ręce wpadł mi mój żółty zeszyt. Otworzyłam go na ostatnim wpisie i zobaczyłam litery zapisane jedna po drugiej AZARIASZ.

Postanowiłam dać im drugą szansę i wpisać imię do magicznej wyszukiwarki Google. W końcu internet ma większy zasób niż moja biblioteczka.

Przeżyłam niesamowite zaskoczenie.

Okazało się, że imię AZARIASZ występowało w starym testamencie i miało kilka przypisów.

Jak przeczytałam, można je było znaleźć tylko w rozszerzonej wersji Biblii, której nigdy wcześniej nie czytałam, takiej jak ta prawosławna, którą dwa tygodnie wcześniej pożyczyłam.

Niewiele więcej myśląc, zgarnęłam czym prędzej Biblię z półki i otworzyłam ją na pierwszym przypisie.

Stary Testament – (Tobit 12:15)

Była to KSIĘGA TOBIASZA.

Przypowieść o tym, jak niewidomy Tobiasz (Tobit) wysyła w podróż swojego Syna Tobiasza, aby ten odzyskał dług rodzinny. Tuż przed wyprawą zjawia się w ich domu AZARIASZ, który jako doświadczony przewodnik, wyrusza z nim odzyskać te pieniądze. Po drodze AZARIASZ uczy Tobiasza jak za pomocą wnętrzności ryby pozbyć się opętania człowieka i jak za pomocą żółci uzdrowić oczy ojca. Azariasz i Tobiasz docierają do wioski gdzie mieszka Sara, piękna niewiasta, która miała już 7 mężów, a każdy z nich w noc poślubną umierał zabijany przez demony.

Tobiasz za namową Azariasza bierze sobie Sarę za żonę i korzystając z nauk swojego przewodnika, odpędza z niej złe demony. Przy okazji ślubu, Tobiasz odbiera pieniądze rodzinne i dostaje duży posag od ojca Sary. Potrójnie wzbogacony Tobiasz (żona, posag, zwrócony dług) wraca do ojca, uzdrawia jego oczy wg. zaleceń swojego przewodnika, a kiedy stary Tobiasz chce go wynagrodzić AZARIASZ mówi mu:

« Odkryję przed wami całą prawdę, nie ukrywając niczego. Jużem wam objaśnił i powiedział: Piękną jest rzeczą zachowywać tajemnicę królewską, ale godną wszelkiej pochwały objawiać dzieła Boże.

Ja jestem Rafał, jeden z siedmiu aniołów, którzy stoją w pogotowiu i wchodzą przed majestat Pański»

Tobiasz i Tobit kłaniają się mu, a on powraca do swojego królestwa, znikając im z oczu.

ARCHANIOŁ RAFAŁ

Tym oto zawiłym sposobem, abym miała w sobie pewność co do prawdziwości tego zdarzenia, przedstawił mi się ARCHANIOŁ RAFAEL. Mój ukochany Anioł Stróż i cała rodzina Anielska Rafała.

Niedługo później, zaczęłam przyjmować przekazy od Rafała, a w jednym z nich który zapisałam na komputerze powiedział mi:

Niedługo spotkasz na swojej drodze ziemskich Aniołów i razem z nimi zbudujesz ARKĘ, a wtedy zejdę raz jeszcze na ziemię w postaci człowieka.

To zdanie coś we mnie obudziło. Wypaliło taki, nigdy niegasnący znak pasji, co do tego, co ja tutaj robię.

LEKCE TOBIASZA

Kilka dni późnej w sklepie magicznym „Frida”, szukając kart anielskich dla mojej mamy, zobaczyłam na półce książkę LEKCJE TOBIASZA.

Nie mogłam w to uwierzyć, jaka piękna synchroniczność spotyka mnie od czasu rozpoznania mojego Anioła.

Kiedy chwilę później do sklepu wszedł Hubert, wskazałam mu tę książkę i powiedziałam, że nie ma nic ciekawego w tym sklepie poza tą książką, która jest dokładnie tym, co już sama odkryłam podczas medytacji.

Okazało się, że jest to książka organizacji Ziemskich Aniołów – Karmazynowego Kręgu Shaumbry – i że ich spotkania odbywają się także w Polsce. Kilka dni później już siedziałam z nimi przy kominku i pierwszy raz w jakiejkolwiek duchowej strukturze poczułam się jak w domu. Bez guru, bez bożków, bez nakazów i zakazów. Po prostu bycie w swojej prawdzie, bycie w swoim mistrzostwie, które pochodzi ze mnie.

Do teraz traktuję moich kochanych Shaumbra jako duchową rodzinę.

Choć już nie słucham channelingów, bo sama mam swoje wiedzenie i bezpośredni dostęp do świadomości oświeconych mistrzów, nadal organizuję dla nich wyjazdy i spotkania, zarówno w Polsce jak i te międzynarodowe.

Zbieram zrealizowanych mistrzów, abyśmy mogli w swoim czasie wspólnie działać. Tym bardziej dziękuję, że tu jesteście.

Dziękuję, że to czytacie. Wiedzcie, że czuję energię każdego z was.

Moja przygoda trwa.

I choć przyszedł dzień, w którym uwolniłam mojego Anioła, kiedy stałam się suwerenna i postanowiłam wziąć całą odpowiedzialność za moje kreacje (kilka lat temu), to wiem, że czas ARKI dopiero jest przed nami. I to my, mistrzowie na ziemi będziemy to budować, już zaczęliśmy.

Jako osoba prowadzona, opowiadam o tym najbliższym.

O ośrodku w górach, który będziemy razem prowadzić.

O suwerennym miejscu, które przetrwa.

Dziś wychodzę z tym do każdego, kto ma usłyszeć, bo jak powiedział Archanioł Rafał – „Piękną jest rzeczą zachowywać tajemnicę królewską, ale godną wszelkiej pochwały jest objawiać dzieła Boże.”

Wierna Boskości

Anna Budzowska,

Z rodziny Anielskiej Archanioła Rafała

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powrót do góry